| Agnieszkę Szczepaniak, ex-studentkę medycyny na Westfalskim Uniwersytecie Wilchelma w Münster. Henrik: Co sprowadziło Ciebie do Niemiec i ile miałaś lat kiedy postawiłaś „pierwsze” kroki na obcej Tobie ziemi? Agnieszka: Przede wszystkim dziękuję bardzo za zaproszenie na tę interaktywną rozmowę. Miło mi, że akurat wybrałeś mnie aby dowiedzieć się jakie jest moje spojrzenie na Münster i moje przeżycia związane z tym miastem i tu poznanymi ludźmi. Co sprowadziło mnie do Niemiec? Właściwie moje plany życiowe, aż do 19-go roku życia wiązałam z Polską.
Tam chciałam studiować i pracować. Jak to los chciał, moje życie potoczyło się inaczej. Moim marzeniem było zawsze studiować medycynę. W momencie kiedy dowiedziałam się, że nie otrzymałam miejsca na uczelni medycznej w Poznaniu ze względu na to, że mieli za mało miejsc, a za dużo chętnych. Pech chciał, ze właśnie mnie nie przyjęli. Moje marzenia ugrzęzły w gruzach. Rozczarowanie było ogromne. Nagle zaczęłam się zastanawiać nad moim życiem, co ja teraz zrobię? Studiować coś innego? Jeszcze raz próbować za rok? Studiować prywatnie? Mój pogląd o polskiej uczciwości, sprawiedliwości stracił bardzo dużo na wartości. W głębi serca powstała duża rysa. Nagle zaświtała mi myśl, aby wyjechać poza granice Polski. Wśród moich przyjaciół kilka osób miało jechać do Niemiec, więc i ja podjęłam decyzję, niewiele się nad tym zastanawiając, że ja również wyjadę i będę w Niemczech studiować medycynę, w tym momencie nie wiedziałam czy to w ogóle będzie możliwe, ale decyzję podjęłam. Od tego momentu zaczęłam zajmować się formalnościami, co wcale nie było takie łatwe. Pamiętam do dziś, do Niemiec, dokładnie do Düsseldorf-u przyjechałam 06.01.1996. Miałam wtedy 19- lat.To miał być mój drugi początek w moim życiu. Byłam pełna energii, optymizmu, ale zarazem nieświadoma, jakie bariery będę musiała jeszcze pokonać na mojej drodze życiowej w Niemczech. Henrik: Dlaczego właśnie Muenster? Agnieszka: Münster???Tak naprawdę, to ja do Münster nie chciałam przyjechać. Moje pierwsze spotkanie z Münster było bardzo nieprzyjemne. Jak mówiłam zdecydowałam się, że studiować będę w Niemczech. Jeszcze nie wiedziałam na jakiej uczelni. Aby móc studiować, musiałam powtórzyć, albo że tak powiem uzupełnić moją maturę niemieckim egzaminem. W tym czasie (1997rok) było to możliwe w tzw. Studienkolleg. Taki też bowiem Studienkolleg znajdował/ znajduje się m.i. w Münster. Pewnego pięknego dnia wybrałam się do Münster. Pierwsze zaskoczenie nastapiło kiedy wysiadłam z pociągu i poszłam do miasta: Pierwsze o czym pomyślałam: oni tu mają więcej rowerów jak samochodów??? czy oni tu jeżdżą tylko rowerami? A gdzie są samochody? Poszłam więc dalej na uczelnię (Schloss) do Auslandsamtu. Tam pewna pani potraktowała mnie bardzo ostro, powiedziała mi wprost, że nie widzi tu szans, abym mogła studiować w Münster. Wyszłam stamtąd ze łzami w oczach. W głowie sobie pomyślałam, ty głupi babsztylu, ja ci pokażę, i tak będę studiować, ale na pewno nie tutaj, bo to miasto, a zwłaszcza ludzie tutaj, są okropnie zarozumiali i aroganccy.
Moim życzeniem było dostać miejsce w Studienkolleg w Köln, Münster było moim ostatnim życzeniem. Mimo wielu przeszkód, udało się. Mogłam uczęszczać do Studienkolleg. Pamiętam jak otwierałam list, gdzie mogę zdawać egzaminy do Studienkolleg. Gdzie oczywiście? Tam, gdzie najbardziej nie chciałam, do Münster!!! Henrik: Czy zostać lekarzem, było Twoim marzeniem z dzieciństwa, czy raczej to rodzice i ich troska o Twoją przyszłość o tym zadecydowały? Agnieszka: Tak to moje marzenie z dzieciństwa. Miałam wtedy 10 lat, moja mama zapytała mnie, co chciałabym robić, jak będę dorosła. Ja jej odpowiedziałam, że chcę być lekarzem i pomagać ludziom, tak jak mój wujek. Moi rodzice zawsze odradzali mi wybór tego zawodu, ale ja nie chciałam słuchać. Uważałam, że to jest właśnie to, co będę w życiu robiła.To marzenie trwało we mnie aż do momentu, jak zaczęłam studiować. Z perspektywy czasu uważam, że wybrałam to, co lubię i co sprawia mi przyjemność, pomagać ludziom, iść im z pomocą. Henrik: Jak w ogóle dowiedziałaś się, że w Muenster można studiować medycynę? Agnieszka: Jak już wcześniej wspomniałam, uczęszczałam w Münster do Studienkolleg. Tu zdałam Feststellungsprüfung. Moje pierwsze starcia z Münster pozostawiły ślady. Wiedziałam, że w tym mieście mam możliwość studiowania medycyny, ale ja nie chciałam tutaj studiować, nie ważne gdzie, byle nie w Münster. Tak więc moje pierwsze początki nie były w Münster, ale w Würzburg-u. Tam dostałam miejsce na studia medyczne. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jednak 2 lata później wróciłam do Münster. Po wyjeździe z Münster, zaczęłam za tym miastem i jego atmosferą tęsknić. W przeciągu pierwszych dwóch lat moich studiów wszystkie przerwy semestralne spędzałam w Münster. Po zdanym Physikum przeniosłam się z powrotem na dalsze 4 lata studiów, tym razem już do mojego Münster. Henrik: Czy pamiętasz Twoje pierwsze dni na uczelnii i jakie wywarło to na Tobie wrażenie? Agnieszka: Oczywiście, że pamiętam. Byłam spłoszona, nowi ludzie, 99,5% to przede wszystkim Niemcy.Najbardziej przypominam sobie pierwszy wykład z anatomii. Profesor omawiał z nami podstawy anatomii człowieka, wszystko po łacinie. Byłam zszokowana, zwłaszcza, że ja nigdy nie miałam łaciny. Pomyślałam sobie, jak ja mam zdać ten egzamin?, nigdy w życiu, to jest niemożliwe. Jak mówi przysłowie, początki są ciężkie, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu i tak przeżyłam mój pierwszy semestr na uczelni. Henrik: Czy sama sobie zorganizowałaś akademik, stypendium, czy raczej ktoś Tobie pomógł w zaplanowaniu tego, np. jakaś organizacja studencka, itp...? Agnieszka: Wszystkie sprawy dotyczące studiów jak uczelnia, akademik organizowałam sobie sama. Całe studia również przepracowałam, ponieważ nie otrzymałam żadnego stypendium ani państwa polskiego ani niemieckiego. Wiem, że istnieją organizacje w Münster, które wspomagają lub wspomagały nowych studentów jak np. organizacje katolickie i ewangelickie. Jednak co do szczegółów to niestety nie mogę nic więcej powiedzieć, bo się więcej tym tematem nie interesowałam. Henrik: Czy byłaś zadowolona z przebiegu studiów na uniwersytecie w Muenster? Agnieszka: Jak najbardziej. Uczelnia medyczna w Münster jest popularna, zwłaszcza wśród młodzieży, która chce studiować medycynę. Nie tylko ze względu na specyfikę tego miasta, ale również ze względu na poziom tego kierunku, dlatego aby się dostać w Münster na medycynę potrzebne jest dość wysokie numerus klausus. Studia wymagały dużego wysiłku i systematyki, wielu niedospanych nocy, stresów egzaminacyjnych. Czasami było ciężko, jak widziałam, że ludzie relaksowali się, latem korzystali z pięknej pogody (wtedy było bardzo upalne lato), a ja musiałam ślęczeć dzień w dzień nad książkami i przygotowywać się do egzaminów. Ale mogę przyznać, że jestem dumna z siebie, ponieważ ukończyłam studia z sukcesem i terminowo, tzn. bez żadnego poślizgu. Henrik: Czy mając niemiecki dyplom masz szansę na pracę w Polsce, czy w Twoim przypadku raczej nie wchodzi to w rachubę, bo uważasz, że poziom polskiej medycyny jest inny niż w Niemczech? Agnieszka: Szczerze mówiąc, to tak na prawdę nie wiem, czy mogłabym pracować z moim niemieckim dyplomem w Polsce. Przypuszczam, że musiałabym zdać jakiś egzamin, który umożliwiałby mi wykonywanie zawodu w Polsce, chociażby już ze względu na fachowy język medyczny, który jest już trochę inny, i choć jestem Polką to i tak mam problemy z pewnymi polskimi pojęciami medycznymi. Czy zastanawiam się nad tym aby wrócić do Polski i tam pracować? To fakt, że system medyczny w Polsce jest trochę inny. Nie chcę przez to powiedzieć , że gorszy. Wyposażenie i przyrządy techniczne są w Niemczech dużo lepsze, jednak myślę, że polscy fachowcy mogą z powodzeniem przyrównać się do kolegów niemieckich. Jak na razie chciałabym dokończyć moją specjalizację jako internista w Niemczech, a co do dalszych planów to czas jeszcze pokaże. Henrik: A jak wyglądało u Ciebie zawieranie kontaktów i nawiązywanie znajomości w trakcie studiów, możesz nam coś na ten temat więcej powiedzieć? Agnieszka: Uważam się za osobę otwartą, więc nie miałam większych problemów w zawieraniu znajomości. W okresie studiów poznałam wielu interesujących osób, zarówno Polaków, Niemców jak i innych obcokrajowców. Z wieloma pozostał kontakt, przyjaźń aż do dziś, co sobie bardzo cenię.
Henrik: Studia studiami, a co potem? Wiem ze wstępnej rozmowy, że dzis pracujesz w Berlinie. Jaka była „droga zawodowa”, która zaprowadziła Ciebie do Berlina? Agnieszka: Po skończeniu studiów otrzymałam pracę w Gelsenkirchen, gdzie stawiałam moje pierwsze kroki na drodze zawodowej. Okres 2,5 roku jaki tam spędziłam był bardzo upojny zawodowo, zdobyłam wiele doświadczeń, wiele przeżyć, niekoniecznie przyjemnych, ale mający duży wpływ na mój rozwój zawodowy, jak i spojrzenie na życie. Jednak po 2,5 latach zdecydowałam się przeprowadzić do Berlina. Szpital, w którym obecnie pracuję umożliwia mi moją dalszą specjalizację oraz mój dalszy rozwój zawodowy. Henrik: Czy przeprowadzka do Berlina wiąże się z lepszymi warunkami pracy, czy była to bardziej prywatna decyzja? Agnieszka: Ogolne warunki pracy są praktycznie w całych Niemczech takie same. Owszem są pewne różnice dotyczące sytuacji w szpitalach, nadgodzin, dyżurów etc. Obecnie jestem zadowolona. Jednak moja decyzja związana z przeprowadzką do Berlina miała charakter czysto prywatny. Henrik: Nasuwa mi się pytanie, czy odważyła byś się porównać polską i niemiecką medycynę i jej rozwój, oraz polskich i niemieckich lekarzy? Czy są w ogóle jakieś dostrzegalne i odczuwalne różnice? Agnieszka: Trudno mi porównywać medycynę polską z niemiecką, zwłaszcza, że nigdy nie studiowałam i nie pracowałam w Polsce. Jak już wspominałam, są pewne różnice w systemie zdrowia, rozwoju techniki i wyposażenia szpitali. Myślę, że nie ma perfekcyjnego systemu zdrowia. A co do naszych polskich specjalistów to mogą śmiało iść z podniesioną głową. Henrik: Powróćmy może znowu do Münster i czasu, który w nim spędziłaś - miałaś tutaj jakieś ulubione miejsce, np. na spacery, czytane książki, itp...? Jeżeli tak, to które pozostały Tobie najbardziej w pamięci? Agnieszka: Moje ulubione miejsca? Myślę, że bardzo miło wspominam Aasee (jezioro Aa), wieczorne spacery, czasami jogging wokół jeziora czy przejażdżki rowerami wodnymi. W okresie zimy moim ulubionym miejscem była kawiarnia Palmen Cafe, która obecnie już nie istnieje, a zwłaszcza okres Weihnachtsmarkt-u, gdzie stały poustawiane budki, zapach wina grzanego, atmosfera świąt i przepiękny widok z okien na Weihnachtsmark na Aegidiimark. Mam z tego okresu wiele miłych wspomnień i ogromny sentyment do tego miejsca. Henrik: Jaki zrobił na Ciebie wrażenie fakt, że w Münster jest tyle rowerów i rowerzystów? Jakby nie było, jest ich wszędzie pełno! Czy było to dla ciebie uciążliwe, czy raczej odpowiadał Tobie ten rodzaj poruszania się? Agnieszka: Uważam, że właśnie to, że w Münster jest tylu rowerzystów, ekologiczne podejście, czystość, stwarza niepowtarzalną atmosferę tego miasta. Całe moje studia przejeździłam na rowerze. Obecnie bardzo mi tego brakuje, bo uwielbiam jazdę na rowerze. Rodzaj takiego poruszania stwarza nam dużo możliwości, jest po prostu idealny. Utrzymujemy dobra kondycję zdrowia ( z punktu medycznego ), zmniejsza się zanieczyszczenie środowiska i nie ma problemu z parkingami. Są tylko zalety !!! :) Henrik: Teraz trochę nietypowe pytanie- co sądzisz o facetach w Muenster – jacy są i czy dają się lubić? Agnieszka: Mężczyźni w Münster są bardzo fajni, jest wielu przystojniaków. Myślę, że każda kobieta może tu znaleźć kogoś dla siebie. Czy da się ich lubić? Bym powiedziała, że można się nawet zakochać, aż po uszy! Henrik: Teraz trochę standardowych pytań a mianowicie z jakiego miasta w Polsce pochodzisz? Agnieszka: Pochodzę z najstarszego miasta w Polsce,a mianowicie z Kalisza (Wielkopolska), które liczy ok. 140 tyś. mieszkańców (dla porównania Muenster liczy 270 tyś. z czego ok. 55 tyś. to studenci). Henrik: Czy pokusiłabyś się o porównanie swojego rodzinnego miasta z Muenster? Agnieszka: To trudne porównanie, ponieważ obydwa miasta mają zupełnie inny charakter i mają dla mnie również inne znaczenie. Kalisz jest miastem, gdzie sie urodziłam, spędziłam szczęśliwe dzieciństwo, chodziłam do szkoły i ukończyłam szkołę średnią, a przede wszystkim jest moim domem rodzinnym, gdzie do dnia dzisiejszego mieszka moja rodzina. Münster jest natomiast miastem, gdzie nie tylko studiowałam, ale zarazem miało wpływ na rozwój mojego charakteru, spojrzenia na świat i rozwój moich poglądów. Henrik: Czy podczas pobytu w Münster zawarłaś jakieś przyjacielskie kontakty na przyszłość? Agnieszka: Jak najbadziej. Poznałam tutaj wielu wartościowych ludzi. Z wieloma jestem bardzo zaprzyjaźniona aż do dziś, pomimo faktu, że nie widujemy się często. Przyjaźń pozostała, wiele osób, które tutaj poznałam mieszkają jeszcze w Münster, niektórzy znowu wyjechali w inne zakątki Niemiec, a nawet poza granicę, do Anglii, Norwegii, Bułgarii. Jednak to co nas łączy, to nasze wspólne wspomnienia z czasów studenckich w Münster. Henrik: Twoje motto życiowe lub ulubiony cytat? Agnieszka: Nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli się czegoś naprawdę chce, to można to osiągnąć, trzeba tylko się wysilić, no może jeszcze łza szczęścia też jest potrzebna. Henrik: No i ostatnie juz pytanie: Czy można zakochać się w Münster? Agnieszka: myślę, że tak, to miasto ma wiele uroków, ciągle odkrywasz coś nowego. Tu nic nie stoi w miejscu, ono ciągle się rozwija, dąży do perfekcyjności. „Moje Münster” to nie tylko klimat tego miasta, ale przede wszystkim osoby, które tutaj poznałam, które miały wpływ, że widziałam i widzę Münster tak, a nie inaczej. Mam tu wielu przyjaciół, do dziś pozostała we mnie słabość, sentyment do tego miasta. Myślę, że w jakiś sposób kocham i zawsze będę kochała to miasto. Henrik: Dziękuję oraz życzę jeszcze dużo sukcesów na dalszej drodze zawodowej!
|
|
|